Rozdział XVIII: Zdrada
Moje podejście do zdrady w związkach zawsze było swojego rodzaju hipokryzją z którą musiałem się nie tylko mierzyć ale również w pewnym stopniu ją zaakceptować.
Jak możecie wnioskować po moich poprzednich postach, nie jestem osobą, która jest stała w relacjach i uczuciach. Przynajmniej kiedyś nie byłem. Z czasem nauczyłem się, że bliskość fizyczna połączona z bezpieczeństwem emocjonalnym jest lepsza od przygodnego seksu, jakikolwiek zakręcony by nie był. Więc tak, zdradzałem. Byłem zdradzany i przeżywałem to w najgorszy możliwy sposób. Potrafiłem być zazdrośnikiem, który jednocześnie potrafił rozglądać się za przelotną znajomością. Dzisiaj ciężko mi to zrozumieć patrząc wstecz. Pierwszy raz byłem zdradzony przez osobę z którą byłem ponad rok. Była to szczeniacka miłość, najgorsza z możliwych. Największa ironia polega na tym, że zanim ona mnie zdradziła to ja zrobiłem to wcześniej. Zrobiłem to z osobą, która na swój pokręcony sposób zawsze była mi bliska, była przyjaciółką gdy tego potrzebowałem i kochanką gdy miałem gorszy okres. Była taką bezpieczną przystanią na której zawsze mogłem polegać. Oczywiście, kiedy ona tego potrzebowała to zazwyczaj nie miałem czasu. Czy dziś bym postępował inaczej ? Pewnie tak. Nie pakował bym się w tego typu znajomość opartą jednocześnie na wsparciu emocjonalnym i seksie. Zresztą wiecie co zrobiłem kiedy dowiedziałem się, że zostałem zdradzony ? Pieprzyłem się z nią jakby od tego miało zależeć moje życie. Kiedy rżnąłem ją od tyłu i widziałem jej siny tyłek chciałem mieć świadomość że moja dłoń będzie ostatnia która tam wyląduje. A później się to skończyło. Skończyło się w momencie kiedy skończyłem w niej. Później były wakacje. Był Woodstock i więcej znajomości, które pozwoliły mi zapomnieć o niej. Chciałbym powiedzieć, że ta historia z nią mnie czegoś nauczyła ale niestety nie mogę. Żeby wyciągnąć z niej morał potrzebowałem około pięciu lat. Pięć pieprzonych lat pełnych przygodnych znajomości z twarzami, które we wspomnieniach widzę jak przez mgłę. Ironia polega na tym, że im bardziej kogoś raniłem uczuciowo przez te pięć lat to te osoby bardziej mnie lubią dzisiaj. Jestem w stanie z nimi swobodnie porozmawiać. Doradzić i wysłuchać. Zajęło mi to więcej niż komukolwiek normalnemu ale dopiero z czasem nauczyłem się nie tylko czym jest wierność, lecz na czym polega zdrowa relacja dwustronna, która wcale nie musi kończyć się seksem.


Komentarze
Prześlij komentarz