Rozdział IV: Ika


    
Ikę poznałem przez Kamilę – moją ówczesną dziewczynę. Związek z Kamilą był młodzieńczą przygod
ą, pełną emocji, ale też naiwności. Kiedy wyjechała do Anglii, poczułem pustkę, której długo nie potrafiłem wypełnić. Ika, jej najlepsza przyjaciółka, przeżywała podobne rozstanie – tyle że z przyjaciółką, nie z ukochanym. W tamtym czasie oboje byliśmy zagubieni, szukaliśmy bliskości, rozmowy, ciepła.

    Spotkaliśmy się pewnego wieczoru na piwo. Byłem wtedy w formie – trenowałem sporty walki, miałem w sobie młodzieńczą pewność i energię. Ika od początku emanowała czymś, co trudno było nazwać – połączeniem spokoju i magnetyzmu. Rozmowa z nią płynęła lekko, a między słowami pojawiało się napięcie, którego żadne z nas nie próbowało ukrywać. 

    Była bezpośrednia, pewna siebie, wiedziała, czego chce. W jej obecności czułem się jednocześnie prowadzony i prowokowany. To, co zaczęło się od rozmowy, przerodziło się w coś bardziej intensywnego – w grę gestów, spojrzeń i niedopowiedzeń. Z czasem nasze spotkania stały się rytuałem – pełnym namiętności, ale pozbawionym obietnic. To kiedy przychodziła do mnie od progu zrzucając ubrania i wypinając się na kanapie zostanie ze mną na zawsze. Pierwszy raz wtedy widziałem uległość przez dominację. Wiedziała czego chce w każdej sekundzie zbliżenia. Wyczuwała kiedy dochodziłem i od razu padała na kolana. Pomimo tego, że otrzymywałem od niej poczucie bycia alfą to ona nią była. Nie miał tak miejsca żaden przypadek. Wszystko co się działo stanowiło jej pragnienie. Nie było w tym miłości, raczej potrzeba bliskości, fizycznego zrozumienia, które nie wymagało słów.

    Ika była dla mnie kimś w rodzaju przewodniczki po świecie, którego wcześniej nie znałem. Uczyła mnie odwagi w dotyku, szczerości w pragnieniach, otwartości na emocje, które trudno nazwać. Nasza relacja trwała, dopóki miała sens – wypaliła się tak naturalnie, jak się zaczęła.

    Po latach spotkałem ją przypadkiem w pubie. Była inna – jakby cień dawnej siebie. W jej oczach nie było już tego błysku, który kiedyś potrafił rozpalić wszystko wokół. Patrząc na nią, zrozumiałem, że czas potrafi odebrać nie tylko młodość, ale i tę wewnętrzną iskrę, która czyniła ją wyjątkową.

Wyszedłem wtedy na zewnątrz, zapaliłem papierosa i pomyślałem, że niektóre wspomnienia lepiej zostawić w przeszłości – tam, gdzie wciąż pachną młodością, alkoholem i czymś, co trudno nazwać inaczej niż po prostu – pożądaniem.

Komentarze

Popularne posty