Rozdział XIII: Marysia
Marysię poznałem na Finale Ligi Rocka w Cieplicach, tuż przed koncertem Acid Drinkers. To był pamiętny wieczór – prawie dostałem wtedy wpierdol od dwóch moich byłych, Magdy i Lilo, za to, że kręciłem z obiema w tym samym czasie. Dwa zupełnie różne światy, a jednak oba mnie przyciągały z taką samą siłą. Dostałem go prawie, bo mój przyjaciel z dzieciństwa, Arek, zasłonił mnie wtedy własnym ciałem. Kiedy tylko dziewczyny sobie poszły, zamieniliśmy całą sytuację w żart i poszliśmy się napić do pobliskiego lasku.
Tam właśnie spotkaliśmy grupkę ludzi – część z nich kojarzyłem, część widziałem pierwszy raz w życiu. Wśród tych drugich była Marysia. Miała w sobie coś niewinnego, a jednocześnie to spojrzenie z kurwikami w oczach, które potrafiło rozbroić każdego. Jak to wtedy często bywało, skończyło się na pocałunku i kilku chwilach spędzonych razem pod sceną. Niby nic niezwykłego, sytuacja jakich wiele na koncertach, ale ta zmieniła wszystko.
Okazało się, że chodzi do tej samej szkoły co ja. Zaczęliśmy się widywać coraz częściej – na korytarzach, na przerwach, czasem w mieście. Nic między nami się nie wydarzyło, przynajmniej nie wprost. Zwykła znajomość, ale między wierszami czuć było napięcie, którego żadne z nas nie potrafiło nazwać.
Z czasem żyłem dalej swoim chaotycznym życiem, a ona zaczęła być z moim kolegą, Sebastianem. Los nie był dla niego łaskawy – w domu się nie przelewało, a jego ojciec zachorował na raka i zmarł tuż przed naszą studniówką. Sebastian był w Marysi zapatrzony jak w obrazek. Ona z kolei coraz częściej patrzyła w moją stronę. Potwierdziła to kiedyś przy wszystkich, gdy wyszliśmy na papierosa na urodzinach wspólnej znajomej. Sebastian był wtedy w środku lokalu, nieświadomy niczego.
Sebastian był dobrym człowiekiem. Kiedyś nawet uratował mi życie – a przynajmniej twarz – zatrzymując tuż nad moją głową spadającą szklaną witrynę. A ja? Odwdzięczyłem mu się w najgorszy możliwy sposób.Przespałem się z Marysią, gdy ich związek dobiegał końca. Wiedziałem, że to gwóźdź do trumny ich relacji, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Nie czułem wtedy wyrzutów sumienia, bo oboje byliśmy w tym od dawna – tylko że platonicznie.
Nie chcę, żeby ktoś odebrał ją źle. Wiem, jak bardzo się starała, jak próbowała ratować coś, co już dawno się rozpadło. Wiem też, że Sebastian nie był w tym wszystkim bez winy. Marysia liczyła na jakąś deklarację z mojej strony, ale nigdy jej nie dostała. Nawet gdy była już w kolejnym związku, a ja wciąż krążyłem gdzieś obok, nie potrafiłem się określić.
Kiedy w końcu zrozumiałem, że to ten moment, było już za późno. Ona była szczęśliwa – naprawdę szczęśliwa – i to było dla mnie jak cios, ale też jak ulga. Do dziś ją uwielbiam. Jest jedną z niewielu osób, przy których mogłem się otworzyć, ale nigdy nie chciałem. Wtedy świadomie wybrałem bycie dupkiem. I może właśnie dlatego pamiętam ją tak dobrze – bo była kimś, przy kim mogłem być sobą, a mimo to postanowiłem nie być.



Komentarze
Prześlij komentarz