Rozdział XIV: Barmanka - Królowa Nocy
Jak wiecie z poprzednich rozdziałów, alkohol i ja mieliśmy ze sobą długą, burzliwą relację. Nie byłem typem, który odmawia, gdy ktoś proponuje kolejkę. Lubiłem imprezować, przesiadywać w barach i pubach, gdzie dym papierosowy mieszał się z zapachem piwa, a rozmowy toczyły się do świtu. To był mój świat – głośny, nieco brudny, ale prawdziwy.
Kluby nigdy mnie nie pociągały. Zbyt dużo ludzi, zbyt dużo anonimowości, zbyt wiele sztuczności. Czułem się tam jak intruz, jak ktoś, kto nie pasuje do błyszczących świateł i rytmicznego dudnienia basu. Wyjątkiem były koncerty punkowe i metalowe – tam czułem się jak w domu. Pot, hałas, energia – to była szczerość, której brakowało mi w klubowym świecie.
Paradoksalnie, choć robiłem rzeczy, przy których większość ludzi pragnie pozostać anonimowa, ja chciałem odwrotnie. Chciałem wiedzieć, z kim spędzam noc, z kim pieprze się w ciemnym zaułku. W barach było inaczej – tam każdy znał każdego, a jeśli nie, to wystarczyło kilka wieczorów, by stać się częścią tej małej społeczności.
W każdym barze jest ktoś, kto przyciąga uwagę wszystkich – barmanka. To ona jest królową wieczoru, centrum uwagi, obiektem westchnień. Większość facetów patrzyła na nią z mieszaniną pożądania i podziwu. Ja nie. Może właśnie dlatego, że nie stawiałem jej na piedestale, kończyłem z niejedną z nich w łóżku.
Nie było to proste. Trzeba było wytrwać do zamknięcia lokalu, przetrwać ostatnich klientów, pomóc przy sprzątaniu, czasem po prostu poczekać. Ale gdy już drzwi się zamykały, a światła przygasały, zaczynał się inny rodzaj nocy. To ja stawałem obok niej na piedestale. To właśnie wtedy królowa nocy stawała się uległa. Wtedy czułem coś, co dziś trudno mi zrozumieć – satysfakcję, poczucie, że zdobyłem coś wyjątkowego. Jakbym w jakiś sposób potwierdzał swoją wartość.
Dziś, gdy o tym myślę, czuję zażenowanie. Tamte sytuacje wydają się głupie, puste, pozbawione sensu. Ale wtedy to było jak trofeum, jak klejnot w koronie. Czasem człowiek musi spojrzeć wstecz, by zobaczyć, jak bardzo się zmienił – i jak wiele z tamtych chwil było tylko próbą zagłuszenia własnych demonów.



Komentarze
Prześlij komentarz