Rozdział XVI: Anita
Anitę poznałem stosunkowo późno, choć nawet nie pamiętam w jakich dokładnie okolicznościach. Wcześniej kojarzyłem ją tylko z widzenia – niska, alternatywna dziewczyna z kolczykami w nosie i wargach. Miała w sobie coś, co przyciągało wzrok, ale mimo że była wtedy całkowicie w moim typie, nigdy specjalnie nie starałem się o jej względy.
Kiedy jednak w końcu się poznaliśmy i zamieniliśmy kilka słów, wiedziałem, że prędzej czy później skończy się to na seksie. Los jednak postanowił poprowadzić nas do tego zupełnie okrężną drogą. Zamiast flirtu pojawiła się przyjaźń – szczera, naturalna, bez udawania. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać o wszystkim, spędzać razem czas, śmiać się, pić i włóczyć po mieście. Nie ciągnęło mnie do niej fizycznie. Traktowałem ją jak młodszą siostrę, kogoś, komu mogłem zaufać.
Wszystko zmieniło się pewnego wieczoru, gdy po raz pierwszy zbliżyliśmy się fizycznie. To nie było planowane, nie było romantyczne – po prostu się wydarzyło. Wtedy, gdy szepnęła mi żebym uderzył ją w tyłek i usiadła na mnie nago pochylając się i mówiąc - "zerżnij mnie" przestałem widzieć w niej tylko przyjaciółkę. Od tamtej chwili wiedziałem, że to nie będzie jednorazowe.
Przez jakiś czas byliśmy ze sobą – nie do końca oficjalnie, ale wystarczająco, by wiedzieć, że coś nas łączy. Spotykaliśmy się regularnie, czasem częściej, czasem rzadziej. To trwało chwilę, bo jak zwykle moje własne demony zaczęły wygrywać. Kiedy ktoś próbował się do mnie zbliżyć, odruchowo zaczynałem go
odpychać. Z Anitą było jednak inaczej. Kiedy nasz romans się wypalił, naturalnie wróciliśmy do przyjaźni.
Z czasem zaczęła coraz śmielej eksperymentować z dziewczynami. Ja byłem tą jedyną osobą z męskiej strony, z którą od czasu do czasu utrzymywała kontakt seksualny. Jeśli chciała zrobić na złość swojej eks to od razu przychodziła do mnie, nie ukrywaliśmy tego, że pieprzymy się od czasu do czasu. Nasza znajomość od tego pierwszego razu utrzymywała się na fundamencie seksu. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie, w tamtym momencie stanowiło to pewną odskocznię, coś znajomego i bezpiecznego.
Po szkole nasze drogi się rozchodziły i schodziły z powrotem. Czasem mieszkaliśmy w tych samych miastach, czasem dzieliły nas kilometry. Spotykaliśmy się raz na rok, czasem częściej – zwykle przy butelce whiskey.
Anita w końcu uznała, że woli kobiety. Od kilku lat jest już zadeklarowaną lesbijką i wygląda na szczęśliwą. Kiedyś zapytałem ją, dlaczego w takim razie kiedyś ją do mnie ciągnęło. Uśmiechnęła się i powiedziała: „Bo jesteś na tyle spoko, że nawet lesba na ciebie leci.”
To był chyba największy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałem.



Komentarze
Prześlij komentarz