Rozdział XVII: Sztuka riposty


    
Do tej pory przeczytaliście większość moich przemyśle
ń na temat przeszłości wraz z jej krótkim streszczeniem. Tym razem chciałbym skupić się na czymś bardziej przyziemnym – na humorze. Dlaczego to dla mnie tak ważne? Bo to właśnie on był przez lata moim mechanizmem obronnym, sposobem na przetrwanie i narzędziem do budowania relacji. Choć większość ludzi nie jest w stanie mojego poczucia humoru zrozumieć, a dla niektórych bywa on wręcz przerażający, dla mnie stanowi podstawę. Często mam wrażenie, że nabyłem go właśnie przez swoje wybory i doświadczenia.

    Jedna z najzabawniejszych sytuacji, jakie pamiętam, wydarzyła się w Pubie Belfast. Barman, znany z ciętego języka, rzucił od niechcenia: „Emil rucha swoją matkę”. Emil, bez chwili zawahania, odpowiedział: „To raczej niemożliwe, bo moja mama nie żyje”. Zapadła wtedy kilku sekundowa cisza, po której barman dorzucił: „Ty jebany nekrofilu”. Do dziś, ilekroć przypomnę sobie zmieszanie tego drobnego fizycznie Emila, który nie mógł nic z tym zrobić, nie potrafię powstrzymać śmiechu. To był ten rodzaj czarnego humoru, który balansuje na granicy dobrego smaku, ale właśnie w tej granicy tkwi jego siła.

    Spędzanie wielu godzin w pubach, na koncertach i imprezach nauczyło mnie sztuki riposty. Tam nie było miejsca na zawahanie – trzeba było być czujnym, żeby to dzięki tobie się śmiali, a nie z ciebie. Z czasem riposty stały się moim naturalnym językiem. Często nie kontroluję ich do dziś, bo są częścią mnie. To nie była tylko zabawa słowem, ale sposób na przetrwanie w środowisku, gdzie słabość była natychmiast wyłapywana i wykorzystywana.

    Z tamtych czasów wyniosłem też coś, co dziś bywa odbierane jako wada – szczerość do bólu. Nie widzę sensu w omijaniu prawdy, bo nie boję się jej konsekwencji. Mówię to, co myślę, nie dlatego, że nie zważam na uczucia innych, ale dlatego, że wierzę, iż prawda nie powinna ranić, tylko otwierać oczy.

    Humor i szczerość to dwa filary, na których zbudowałem siebie. Jeden pozwalał mi przetrwać, drugi – pozostać sobą. I choć czasem oba potrafią sprowadzić na mnie kłopoty, to właśnie dzięki nim wiem, że nawet w najciemniejszych momentach potrafię się śmiać – z życia, z ludzi, a przede wszystkim z samego siebie.

Komentarze

Popularne posty