Rozdział XIX: Eviva l'arte!
Sztuka, szeroko pojęte pojęcie sztuki odgrywało w moim życiu znaczącą rolę od samego początku. Lubiłem błyszczeć i lśnić. Lubiłem tworzyć chociaż nie otrzymywałem w tym kierunku specjalnej aprobaty. Pamiętam jak w podstawówce napisałem opowiadanie na około 10 stron, nie mam dziś pojęcia o czym było konkretnie ale zaniosłem je do polonistki, żeby się bardziej pochwalić niż otrzymać jakieś rady. Jednak to co zrobiła przebiło w pewnym stopniu moje twórcze zapędy w tamtym okresie. Pomazała wszystko swoim czerwonym długopisem grozy, wytykając błędy językowe i stylistyczne. I tym sposobem pani Bielik sprawiła, że zostawiłem pisanie na długo. Nie mam jej oczywiście tego za złe ale pokazuje to w pewnym stopniu podejście szkoły do indywidualności. Pani Bielik utożsamiła się całkowicie z wytycznymi zapominając o ludzkim aspekcie swojej pracy.
Nie zajmowałem się sztuką w stopniu praktycznym aż do technikum, chociaż przez całe gimnazjum rozwijałem swoje zainteresowania artystyczno - humanistyczne. Dopiero w technikum coś się we mnie zaogniło. W tamtym czasie chłonąłem poezję w każdej chwili, która nie była do tego stworzona. Na matematyce wolałem chować tomik Herberta w zeszycie, zamiast odkrywać świat sinusów, cosinusów i innych nigdy nie potrzebnych mi później sformułowań. A Herbert? Został ze mną na zawsze. Adaptacje Przemysława Gintrowskiego wierszy Herberta są czymś do czego wracam w chwilach nostalgii. Największa ironia tego jednak polega na tym od kogo się to wszystko zaczęło. A był to Tupac. Tak ten sam Tupac, który został zastrzelony w Las Vegas w 1996 roku. To jego twórczość, jego życie rozpaliło we mnie płomień zainteresowania historią i sztuką. To przez niego trafiłem na Gintrowskiego a później Kaczmarskiego. To dzięki niemu mogę iść na koncert smyczkowy i chłonąć chwilę. Może wiecie a może nie ale Tupac był orędownikiem Machiavellego i właśnie przez Machiavellego poznałem Przemysława Gintrowskiego, który o nim śpiewał jedną ze swoich ballad. Chociaż wydaje się to niedorzeczne to Machiavelli pomógł mi zrozumieć świat. Pamiętajcie, Machiavelli nie był makiawelistą, dlatego zachęcam was do zapoznania się z jego twórczością. Chociaż jest ciężka, polityczna i toporna to pozostawia pewne wypełnienie pustki.
Ale dosyć o tej genezie. Pisanie wierszy i rymy były dla mnie czymś co sprawia, że uciekam od problemów codzienności. Słuchanie muzyki pozwalało zagłuszyć wewnętrzny krzyk. A piękno śladów pędzla sprawiało, że czułem motyle w brzuchu. Jednak to teatr sprawił, że po raz pierwszy byłem w miejscu w którym chciałem być w pełni. Nie chciałem uciekać w nic innego. Do teatru trafiłem kompletnym przypadkiem kiedy wagarowałem ze znajomym zauważyliśmy plakat o castingu do sztuki "Nadobnisie i koczkodany, czyli zielona pigułka" - Witkacego. Weszliśmy, odegraliśmy scenki w trakcie których udawaliśmy, że palimy papierosy, jesteśmy ważniejsi od innych i chodzimy nonszalancko. Tak wyszło, że się dostałem i poznałem wspaniałych ludzi. Chociaż byłem tam tylko statystą to dawałem z siebie wszystko, w każdym ruchu wyrzucałem to co miałem w sobie za ciężar. Z każdym spojrzeniem oddawałem cząstkę siebie. To właśnie w teatrze w trakcie jednej z prób, kiedy wiłem się na scenie moje spojrzenie splotło się ze wzrokiem dużo ode mnie starszej aktorki. Przez około minutę jej monologu, kiedy wiliśmy się przed sobą, czułem coś tak bardzo erotycznego, że w niejednym stosunku seksualnym tego nie odczuwałem. Kiedy już była premiera i wszystko miało się skończyć po miesiącu grania dostałem jeden z najwspanialszych prezentów. Reżyserka Pia Partum, napisała mi na programie "Bartek marsz do szkoły teatralnej".
Jak napisała tak też zrobiłem. Ale zrobiłem to całkowicie nieodpowiedzialnie. W pełni położyłem wtedy wszystko i wybrałem zupełnie inną drogę ale do tego dojdziemy kiedyś. Chciałem jednak, żebyście zrozumieli. Zrozumieli, że każdy ten rozdział, którym się z wami dzielę wynika z pewnej drogi. Niekoniecznie drogi, którą wybrałem, raczej drogi przypadku. Złożoność Tupac - Kaczmarski jest dla mnie czymś całkowicie normalnym. Dlatego właśnie moje życie wyglądało jak wyglądało. Było w nim pełno sprzeczności, które potrafiłem ułożyć w mozaikę wspomnień.



Komentarze
Prześlij komentarz